czwartek, 11 stycznia 2018

Mydła Sylveco – Hit! Naturalne, genialne mydła w kostkach Sylveco – Ujędrniające, odżywcze, tonizujące i odświeżające!


Uwielbiam naturalne mydła w kostkach i naprawdę zawsze marzyłam, by jedna z moich ukochanych firm, produkujących naturalne kosmetyki – Sylveco, wypuści swoje mydełka. 

Na blogu gościło już jedno z gamy mydeł Sylveco – Detoksykujące, czarne mydło naturalne z drobinami korundu i węglem aktywnym – recenzja tu, pisałam także o lawendowym mydle Biolaven – zapraszam na recenzję tu, dziś niechaj zakróluje pozostały kwartet mydeł Sylveco – Mydło ujędrniające, odżywcze, tonizujące i odświeżające. 


Ręcznie wyrabiane mydełka wygląda przepięknie, ujęły mnie wizualnie od pierwszego wejrzenia, pomimo pokaźnych kostek (120 g), są naprawdę poręczne, dobrze trzyma się je w dłoni, na górze zawsze mamy wygrawerowane logo Sylveco, mydełka świetnie prezentują się w łazience. Opakowano je w kartoniki o przyjemnych grafikach oraz dodatkowo w szary papier. Każde z nich ma inny kolor i zapach, wszystkie zaś są zdecydowanie warte uwagi.


Ujędrniające mydło naturalne (czerwone)
Zawiera olej kokosowy, masło shea, oliwę z oliwek, olej rycynowy, olej sojowy, olejek geraniowy i olejek z drzewa różanego. Jest bardzo delikatne, idealne do skóry wrażliwej, alergicznej, dojrzałej z tendencją do zaczerwienień, podrażnień i rozszerzonych naczynek. Uwielbiam jego egzotyczny zapach!


Odżywcze mydło naturalne (pomarańczowe)
Tu w składzie znajdziemy olej kokosowy, masło shea, oliwę z oliwek, czerwony olej palmowy, olej rycynowy, ale także cenny olej rokitnikowy i werbenowy, nadający wspaniałego zapachu. To mydełko polecam cerze ze skłonnością do zmarszczek, suchej i szarej.


Tonizujące mydło naturalne (fioletowe)
Skład tegoż mydełka, to olej kokosowy, masło shea, oliwę z oliwek, olej rycynowy, olej sojowy, olej jojoba, olejek cytrynowy i rozmarynowy, zatem świeży zapach zachwyca, a działanie polecam zdecydowanie do skóry wrażliwej, z niedoskonałościami, ale także dojrzałej i zniszczonej, olejki eteryczne działają tu tonizująco, ale też ściągająco, oleje zaś pięknie nawilżają.



Odświeżające mydło naturalne (zielone)
Mydło o świeżym zapachu sosnowym, zawiera olej kokosowy, masło shea, oliwę z oliwek, olej rycynowy, olej sojowy oraz olej laurowy i olejek sosnowy, dodatkowo jest tu glinka zielona, która silnie oczyszcza skórę. Mydło będzie świetne dla cery alergicznej, dotkniętej trądzikiem, z oznakami starzenia. Ja uwielbiam je także za piękny zapach.
Mydełka są niesamowicie wydajne, świetnie oczyszczają skórę twarzy i ciała, działają kojąco i gojąco, ale również bardzo intensywnie nawilżają, wygładzają i regenerują skórę, zawierają one cenne składniki, pielęgnują, przy czym nie wysuszają mojej skóry. Pienią się kremową pianą, która nie podrażnia, doskonale myje. Stosuję je zarówno do twarzy, dłoni, jak i do ciała w kąpieli. Słowem, mydła Sylveco, to naturalne, mydlane must have, jeśli jeszcze ich nie znacie, to koniecznie musicie nadrobić! 


środa, 10 stycznia 2018

Szampon Born to Bio, Bepanthen, Organiczny peeling czekoladowy, maska błotna oraz micel i waniliowa pianka do rąk – Mini recenzje :)

Szampon Born to Bio Shine & Vitality, Bepanthen Baby Extra, Peeling czekoladowy Organic Shop, maska błotna Apisa oraz płyn micelarny i waniliowa pianka do rąk z Lidla, oto moje mini recenzje tychże kosmetyków, może znacie któryś z nich? :)


Born to Bio – Szampon wzmacniający Shine & Vitality
Jest to naturalny szampon, nadający połysk i witalność, przeznaczony do włosów cienkich i osłabionych. Zawiera on olej kokosowy, malinowy ocet winny, ekstrakt z soku młodego jęczmienia i proteiny pszenicy. Obok tych kosmetyków nigdy nie przechodzę obojętnie, produkty Born to Bio, urzekają mnie od lat opakowaniami, kolorowym designem i oczywiście certyfikatami, jakie posiadają. Producentem marki, jest francuska firma Planete Bleue, która serwuje najwyższej klasy kosmetyki ekologiczne i organiczne, nie testowane oczywiście na zwierzętach. Szampon posiada jeden z najbardziej restrykcyjnych certyfikatów EcoCert oraz certyfikat CosmeBio i Cosmos Organic, nie ma tu parabenów, glikolu, sztucznych barwników, silikonu, PEGów i SLSów, ma fizjologiczne pH i jest hipoalergiczny. Ma lekką, kremową konsystencję i piękny owocowy, naturalny zapach, to kolejny już kosmetyk tej marki, który mnie zachwycił.
Bepanthen Baby Extra – Maść ochronna
Wszechstronny, apteczny krem/maść do całego ciała, mam wersję promo 30 g, pełnowymiarowy ma bodaj 100g. Może być stosowany od pierwszych dni życia dziecka, zatem będzie świetny także dla osób z cerą, jak moja skłonną do przesuszeń, zaczerwienień, delikatną i często wrażliwą. Mamy na pewno polubią go, ale polecam go tez jako krem uniwersalny dla każdego, ładnie chroni skórę, zmiękcza ją, nie zawiera substancji zapachowych i barwników, jest bardzo , treściwy i gęsty. W aptecznym składzie odnalazłam oliwę z oliwek, olej jojoba, olej z nasion słonecznika, masło shea, czy olej sojowy, także naprawdę polubiłam się z nim.
Organic Shop - Organic cocoa & sugar body scrub - Peeling cukrowy do ciała belgijska czekolada
Organic Shop, ma świetne, naturalne peelingi z certyfikatem w dobrej cenie, po które lubię sięgać. Odsłona z belgijską czekoladą, zachwyciła mnie na wskroś! Wyprodukowany w Estonii kosmetyk, rozkochał mnie mega pięknym, otulającym, słodkim zapachem i świetnymi efektami złuszczającymi. Opakowanie 250 ml, jest wydajne i poręczne, a peeling świetnie spełnia swą rolę, zawiera oczywiście cukier trzcinowy, masło kakaowe i masło shea, a zapach, który towarzyszy użyciu, jest przecudowny! Peeling ma certyfikat BDIH Cosmos Natura, nie zawiera sls, silikonów, czy parabenów, do tego peelingi te są łatwo dostępne.
Maska błotna Apis do włosów z Minerałami z Morza Martwego
Maskę nakładałam na włosy po myciu na 20 minut, po czym zmywałam wodą, następnie używałam odzywki w sprayu własnej roboty ze skrzypem i pokrzywą. Zawiera ona czarne błoto, algi, aloes, czy proteiny jedwabiu, wygładza i ułatwia rozczesywanie, zwłaszcza w przypadku włosów suchych i zniszczonych na przykład farbowaniem. Ma ciekawy zapach, który kojarzy mi się z morskim spa.
Łagodzący płyn micelarny Cien z Lidla z wodą różaną
Nie ukrywam, że sięgnęłam po niego z czystej ciekawości. Buteleczka zawiera 200 ml płynu, w którego składzie znajduje się woda różana i hydrolipidowe micele. Nie podrażnia mnie i jest dość wydajny, do tego ma dobrą cenę. Widziałam, iż jest jeszcze druga wersja niebieska, moja, różowa jest wersją łagodzącą, oczyszcza i odświeża, micelek jest bezzapachowy.
Kusząca wanilia – Pianka Cien do mycia rąk
Kolejny kosmetyk, na który skusiłam się z ciekawości, bowiem nie było mi nigdy po drodze z kosmetykami Cien. Ma drogeryjny skład, zapach zasługuje na uznanie, waniliowy, delikatny i naprawdę przyjemny w codziennym myciu rąk. Plusem także jest opakowanie z praktyczną pompką.  



sobota, 6 stycznia 2018

Maski, maseczki, kremy do twarzy i olejowe odkrycie - olej arachidowy, czyli olej z orzeszków ziemnych :)


Dziś u mnie kilka kosmetyków, pośród których znajdziecie maski, maseczki, kremy do twarzy, ale też świetny, naturalny olej, który odkryłam przed nowym rokiem :)


Olej arachidowy, czyli olej z orzeszków ziemnych, arachidowych -
Arachis Hypogaea Peanut Oil
Olej arachidowy, zagościł u mnie po raz pierwszy jesienią ubiegłego roku, tak bardzo polubiłam się z nim, że skusiłam się na zakup aż 500 ml i rozlewam go sobie co jakiś czas do mniejszej buteleczki. Olej arachidowy, tłoczy się na zimno z popularnych orzeszków ziemnych, czyli orzeszków arachidowych, ma bardzo delikatny, iście orzechowy zapaszek, jest bardzo delikatny, wchłania się momentalnie i ładnie nawilża i wygładza skórę. Ja stosuję go do całego ciała, jest genialny zarówno do twarzy, jak i do ciała, do każdego typu skór, jak wszystkie oleje z orzechów, będzie też świetnym olejem bazowym dla olejków eterycznych. Jest bogatym w roślinny skwalen, sterole i kwasy tłuszczowe olejem do skóry, który zawiera witaminę młodości – witaminę E i witaminę A oraz antyoksydanty, zatem świetnie sprawdzi się przy skórze skłonnej do zmarszczek i suchej. Jest też świetny na bóle stawów i stany zapalne skóry, ja bardzo się z nim polubiłam, wzbogacił on moją listę olejowych ukochańców.


Maski w płacie hydrożelowym z Biedronki – Czyste Piękno
Mam już te maski któryś raz, mimo, że pozostawiają czasem nieco drobinek na twarzy po zabiegu, skusiłam się na nie w Biedrze ponownie, bowiem ładnie wyrównują koloryt mojej facjaty i naprawdę fajnie uspakajają cerę. Diamentowa Maska – zabieg intensywny lifting i regeneracja, nasączona jest kwasem hialuronowym, kolagenem, olejem z nasion winogron, czy olejkiem różanym. Bosca 24K Golden Mask Anti-aging, to algi, kolagen i również kwas hialuronowy, olejek różany. Bosca Diament Mask Ultra nawilżenie, ma również podobny skład. W każdym opakowaniu, znajduje się jedna sztuka, którą aplikujemy na twarz i relaksujemy się 20 minut. Maski mają dość dobrą cenę no i zdecydowanie są łatwo dostępne. Maski Apisa Mineral Balance z Minerałami z Morza Martwego i Oczyszczająca z czarnym błotem z Morza Martwego i zieloną herbatą, są silnie oczyszczającymi maskami. Mineral Balance zawiera też algi, kolagen i masło shea, zatem będzie dobra do cery suchej, Acne stop zaś po aplikacji lekko mrowi skórę, co jest zamierzonym efektem, poprawiającym mikrokrążenie, ta maska, zawierająca glinkę, sprawdzi się przy cerach mieszanych, ale oczywiście tych dotkniętych niedoskonałościami, czy trądzikiem.


Kremy apisowe już nie raz gościły na moim blogu, zarówno mus dotleniający z aktywnym tlenem, jak i rozjaśniający krem na przebarwienia, ładnie sprawdzały się zarówno na noc, jak i na dzień, pod makijaż. Oba są lekkie, delikatne dla skóry, mus ma świetną konsystencję i silnie nawilża, rozjaśniający zaś krem, łagodzi zaczerwienienia i wygładza. Kremy mają ładne składy, sprawdzą się przy każdego rodzaju skórze, nawet tej wrażliwej. Do takiej też cery polecam również krem AA, który nie raz w sytuacjach podrażnień na twarzy, ratował mnie. Hydro Algi błękitne Krem odżywczy, intensywnie nawilżający, ma piękny, świeży, morski i delikatny zapach, spełnia się świetnie pod makijaż, ale też nawilża na noc, kremik drogeryjny, zdecydowanie wart uwagi.    
 

Maseczka Pilaten - Czarna maseczka oczyszczająca pory, która stała się hitem internetowym, u mnie niestety nie zrobiła wielkiego wow. Miałam co prawda jedynie małą, saszetkową wersję, jednak nie zachęciła mnie ona, by skusić się na większą, nie jestem bowiem miłośniczką maseczek peell-off, wolę te kremowe, czy tez żelowe. Maseczka wygładziła zaś skórę i być może u Was zadziała inaczej, ja zaś nadal szukam ideału w maseczkach typu peel-off. Może znacie jakąś godna polecenia? :)   

 

czwartek, 4 stycznia 2018

Mój przepis na noworoczne, pomarańczowo-cynamonowe masełko do ciała z orzechami! DIY Własnoręcznie wykonany kosmetyk, 100% naturalny! Zimowe rozpieszczanie skóry :)

Witajcie w Nowym Roku! Dziś chcę Was zachęcić do stworzenia noworocznego, pomarańczowo-cynamonowego masełka do ciała z orzechami według mojego przepisu!


Ubóstwiam tworzyć własne kosmetyki i robię to od lat, sprawia mi to przeogromną radość, frajdę. Moja skóra jest z tego jeszcze bardziej zadowolona, bowiem stworzone przez mnie kosmetyki mają ogromną przewagę nad tymi gotowymi, gdyż robię je dla siebie, bliskich, czy konkretnych osób, znając dokładnie indywidualne skłonności i potrzeby skóry, typ cery, czy nawet indywidualne upodobania odnośnie konsystencji i zapachu. Skrupulatnie stworzony przez nas kosmetyk nie uczuli, nie spowoduje podrażnień, zawsze dokładnie wiemy, co wchodzi w jego skład. Polecam kosmetyczne zrób to sam, szczególnie osobom z cerą wymagającą szczególnej pielęgnacji, skłonną do podrażnień, alergii, ale również oczywiście każdej miłośniczce naturalnej pielęgnacji.


Oto, co zawiera moje magiczne masełko, tym razem przypilnujcie ilości, bowiem z takich proporcji, wyjdzie aksamitny, mięciutki, pięknie wchłaniający się kosmetyk:
25 ml masła shea
12 ml oleju kokosowego
4 ml oleju makadamia
4 ml oleju z orzecha laskowego
3 ml oleju marchewkowego
10 kropelek olejku pomarańczowego
5 kropelek olejku cynamonowego
 

Wszystkie te powyższe cudeńka, łączymy ze sobą w kąpieli wodnej, czyli rozgrzewamy je bez ryzyka utraty właściwości, zapachu i cennych zawartości, ja zawsze stawiam miseczkę ze składnikami na garnuszku z wrząca wodą. Gdy całość dobrze rozpuści się, mieszamy czyściutką łyżeczką, by oleje ładnie się połączyły, po czym wlewamy powstałą mieszankę do słoiczka, bądź innego, czystego opakowania po ukończonym produkcie i odstawiamy w chłodne miejsce. Masełko zastygnie, będzie miało piękną, delikatną konsystencję, ładnie się wchłania i otula ciało. W kolejnych wersjach eksperymentowałam, dodając także trzy, cztery kropelki olejku goździkowego, mandarynkowego, cytrynowego, ale też zamieniałam oleje, bowiem świetny w wersji zimowej będzie tu też popularny olej ze słodkich migdałów, arganowy, czy pistacjowy, ale też boski olej z nasion kawy. 


Masełko używam zarówno do twarzy, jak i do ciała, jest idealne do skóry mieszanej, w kierunku suchej, wrażliwej, cieniutkiej, ale także dla osób z azs, łuszczycą, czy problemami z alergią i podrażnieniami. Pięknie nawilża, wygładza i odżywia skórę momentalnie, do tego cudownie, naturalnie pachnie, zatem do dzieła! :)
 

czwartek, 21 grudnia 2017

Zestawy prezentowe Lily Lolo – Sweet Temptation Collection Nude Spice i Pink Fizz, Days of Decadence oraz Coctail Hour – Boskie prezenty na Costasy!

Jestem przekonana, że świąteczna gorączka u Was trwa! Macie już wszystkie prezenty? Jeśli nie, koniecznie udajcie się do siedziby Costasy w Warszawie (Ciołka 17), jeszcze jutro do 14:00, kupicie tam stacjonarnie najpiękniejsze prezenty, zestawy, które zachwycą każdą miłośniczkę naturalnych, kosmetyków do makijażu i pielęgnacji!


Kosmetyki Lily Lolo, to kosmetyczne skarby, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji.
 

Od lat Lily Lolo, nie zawodzi mnie, jestem przekonana, że zestawy, które przygotowało Costasy, pod choinką rozkochają obdarowane, a może same, poświątecznie zrobicie sobie prezent noworoczny? Wszystkie zestawy zdecydowanie warte są zakupu, zwróćcie uwagę na Sweet Temptation Collection Nude Spice, w którym znajduje się Limitowany błyszczyk Espresso Martini Lip Gloss, Konturówka Soft Nude Lip Pencil i boska, kultowa już szminka Nude Allure Lipstick. W zestawie Sweet Temptation Collection Pink Fizz, znajdziemy błyszczyk Pink Bellini Lip Gloss, moja hitowa szminka Passion oraz różowa konturówka Pink Lip Pencil. 


Zestaw Days of Decadence Collection, to prawdziwa gratka, znajduje się tu przecudna paletka Pure Indulgence Eye Palette, szminka w odcieniu Love Affair oraz mineralny róż Clementine Mineral Blush. Szczególnym zestawem, jest Coctail Hour, gdzie oko cieszą cienie Mulled Wine, Chocolate Martini i Bucks Fizz, jest to wspaniałe trio limitowanych, mineralnych cieni Lily Lolo. Mulled Wine, to fiolecik w połysku, Chocolate Martini, zachwyca blaskiem brązu, a Bucks Fizz, połyskuje złotem. Każdy z zestawów (wszystkie propozycje tu), jest przecudownie opakowany w pudełeczko z kokardką, prezent wymarzony. Na blogu na pewno napiszę więcej o tych genialnych zestawach, a Wam życzę dopięcia wszystkiego do niedzieli i najpiękniejszych prezentów! 




wtorek, 19 grudnia 2017

Świetny, apteczny płyn do pielęgnacji twarzy – Dermena Skin Care – Seboline – Normalizujący płyn tonizujący

Oczyszczanie, tonizowanie twarzy, to jeden z moich ulubionych rytuałów pielęgnacyjnych, uwielbiam, gdy moja skóra jest czysta i oddycha po całym dniu.


Apteczny płyn do pielęgnacji twarzy Dermena Skin Care z linii Seboline – Normalizujący płyn tonizujący, to mój nieodłączny towarzysz przy oczyszczaniu twarzy, zarówno rankiem, jak i wieczorem po demakijażu. Szukajcie tych kosmetyków w aptekach, każdy bowiem produkt spod skrzydeł tejże polskiej marki, sprawdza się u mnie doskonale.
 

Po powrocie do domu, zawsze wykonuję dokładny demakijaż, zimą wykorzystuję OCM, czyli oczyszczam twarz olejami, zawsze myję też twarz żelem lub pianką, co jakiś czas stosuję oczywiście peelingi enzymatyczne, odżywcze maseczki, następnie zaś oczyszczam twarz tonikiem i tu od jakiegoś czasu króluje właśnie płyn Dermeny. Normalizujący płyn tonizujący, otrzymujemy w białej, praktycznej buteleczce (200 ml), wyposażonej w zamknięcie typu klik. Design w odcieniach biało-zielonych, sugeruje przynależność do linii Seboline, która dedykowana jest cerze mieszanej, jak moja, ale też tłustej i co ważne skłonnej do wyprysków, trądziku, zapobiega bowiem powstawaniu owych niespodzianek.


W jego skład, wchodzi opatentowana przez markę molekuła Regen7, połączona z omega-hydroksykwasem, kwasem sebacynowym, ekstraktem z mydlnicy lekarskiej, wodą oczarową i ekstraktem z wierzby białej, będącym źródłem kwasu salicylowego i flawonidów, razem, jest to ciekawy kompleks aktywny, który naprawdę świetnie wypływa na moją skórę. Bardzo przyjemny, delikatny, higieniczny zapach, towarzyszy każdemu użyciu. Stosuję go zarówno do oczyszczania skóry twarzy, jak i szyi i dekoltu, nie uczula i nie podrażnia mojej skóry, która po jego aplikacji, jest doskonale ukojna, nawilżona i czyściutka. Znacie ten płyn? Jaki jest Wasz ulubiony tonik? :)
 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Italia do zjedzenia - Bartek Kieżun, czyli włoskie, kulinarne inspiracje na święta i nie tylko – Nowość Wydawnictwa Buchmann


Już w najbliższą niedzielę Wigilia! Jeśli kompletujecie prezenty dla najbliższych, koniecznie poznajcie książkę, o której więcej dziś u mnie - Italia do zjedzenia, której autorem jest Bartek Kieżun. 


Premiera: 15 listopada 2017
Italia do zjedzenia - Bartek Kieżun
Wydawnictwo: Buchmann
Oprawa: okładka twarda
Ilość stron: 288



Italia do zjedzenia, to jedna z nowości Wydawnictwa Buchmann, poszukajcie jej na półkach księgarni, jeśli lubicie kulinarne podróże, książka jest bowiem wspaniałym połączeniem ciekawego przewodnika po Italii z genialnymi przepisami. Bartek Kieżun, czyli Krakowski makaroniarz, to dziennikarz kulinarny, piszący do Kukbuk, jego uwielbienie do podróży, połączyło się z miłością do jedzenia i tak też powstała książka, która jest efektem badania Włoch zarówno z perspektywy sztuki, historii, jak i kuchni właśnie, wszystko okraszone jest dużą dozą pasji i miłości do dobrego jedzenia.


Książka jest przepięknie wydana, duży format, twarda okładka w eleganckich, złoto-marmurkowych kolorach, zdecydowanie przyciąga oko. Na uwagę zasługują genialne zdjęcia, obrazujące zarówno składniki, przepisy, jak i budynki, historię, ludzi, miejsca. Dlaczego ciągnie mnie do Italii tak bardzo? Powiem krótko: z miłości! Do południowego słońca (…), z miłości do makaronu i pomarańczy…


Italia do zjedzenia, dzieli się na pięć rozdziałów, każdy z nich zabiera nas w nieco inną podróż. Jednak wszystkie są niezmiennie mega smaczne. Najpierw Pane, gdzie pędzimy od Campo dei Fiori, z najsmaczniejszą focaccią, brioche, chlebem dyniowym, aż do Triestu. Kolejno ruszamy do drugiej odsłony – Antipasti, tu witamy miasto Vieste, do którego przybywali Głównie ci, którzy coś przeskrobali i chcieli się ukryć przed wymiarem sprawiedliwości, w Modica smakujemy Saponaty. W tym rozdziale zaintrygowała mnie sałatka z bobu z pecorino i miętą, którą na pewno spróbuję wykonać, jest tu także tradycyjna grzanka z mozzarellą.


Trzeci rozdział Primi, rozpoczyna Mantua z dynią, melonami, grzybami, wyjątkową musztardą, ale także cennymi dziełami sztuki, tu smakujemy tortelli. Następnie risotto z grzybami leśnymi, słynne gnocchi, pene, czy makaron w sosie pomidorowym z czosnkiem i skórką pomarańczową. Smakowitości kuszą, by samemu wykonać je w domowych zaciszu, jak bowiem przejść obojętnie przy kasztanowym risotto? Każde miasto kryje w sobie inne tajemnice, ciekawą sztukę i mnóstwo ciekawostek kulinarnych.


Secondi, to rozdział, którym odkryłam przepis na karczochy w maśle, czy na mus z fasoli, cieszę się, że w książce można odnaleźć przepisy wegetariańskie, choć zdecydowanie będzie to strzał w dziesiątkę dla osób na diecie tradycyjnej. Tu podróżujemy w miastach Arezzo, Urbino, Katania, San Miniato al Monte, położone we Florencji, czy słynne Palermo. Ostatni rozdział książki Italia do zjedzenia – Dolci, to oczywiście słodkie rozkosze i ciekawe podróże. Malinowa granita, tiramisu, ciasteczka cytrynowe, faworki, tarta cytrynowa, czy z kremem i świeżymi figami. Tu też zwiedzamy Agrigento, osławioną Pizę, Modenę, Bergamo, Capri, czy Sardynię. 


Italia do zjedzenia, to fascynująca podroż, pełna smaków, naprawdę dużej dawki historii i sztuki, ale przede wszystkim genialne przepisy, które inspirują do eksperymentów w kuchni. W niedzielę Wigilia, myślę, że warto zatem dodać troszkę Italii do naszych świątecznych smaków i sięgnąć po tę jedyną w swym rodzaju książkę, polecam z całego serca!