czwartek, 14 grudnia 2017

Mój kosmetyczny hit wszech czasów – Naturalne szminki do ust Lily Lolo – połyskujący nudziak Rose Gold, różowa Romantic Rose i czerwono-brązowa Berry Crush- dużo zdjęć!


Dziś, kolejny raz na moim blogu, zakrólują szminki Lily Lolo. Od lat kocham je i polecam z całego serducha, moja kolekcja wzbogaciła się od trzy przecudnej urody odcienie połyskujący nudziak Rose Gold, różowa Romantic Rose i czerwono-brązowa Berry Crush. Zobaczcie, jakże pięknie prezentują się na moich ustach!


Kosmetyki Lily Lolo, to kosmetyczne skarby, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji. Dzisiejsze trio szminek, sprawdza się u mnie idealnie na co dzień, wszystkie trzy kolory, bardzo często goszczą na moich ustach.


Szminki Lily Lolo (4g), mają estetyczne, solidne i poręczne opakowania, w biało-czarnych, firmowych odcieniach, na grzbiecie widzimy nazwę koloru i wygrawerowane logo marki, szminki bez problemów otwiera się, odkręca i zamyka na klik. Kosmetyki dodatkowo zapakowano w tradycyjne dla marki kartoniki, z których zasięgnąć możemy informacji o produktach oraz poznać ich wspaniały, naturalny skład. Zawsze podkreślam, iż szminki idealnie rozprowadzają się na ustach, są mięciutkie, mają niesamowicie gładką i kremową konsystencję, ich kolory są bardzo trwałe i intensywne.


Szminka Rose Gold, to wbrew pozorom, nie odcień różany, jest to przepiękny, kuszący, ciepły odcień jaśniutkiego brązu z połyskującymi, złotymi drobinkami. Uniwersalny nudziaczek, przecudny, bardzo delikatny, genialny do makijażu dziennego, pięknie komponuje się z brązami na oczach, jest pięknie napigmentowany, po jednej już warstwie usta błyszczą, wyglądają zdrowo i pięknie. Jest to jeden z moich hitów szminkowych 2017 roku. 


Intensywny, trwały kolor w odcieniach różu, daje piękny, kremowy efekt na ustach, który można stopniować i idealne krycie. Bardzo zmysłowy i kuszący kolor, jeden z piękniejszych odcieni różu w palecie Lily Lolo, cudny do każdego rodzaju makijażu i dla każdego typu karnacji w makijażach dziennych oraz wieczorowych.


Jeśli jesteście, jak ja, fankami mocno zaznaczonych ust w makijażu to ten odcień będzie Waszym must have. Klasyczny, bardzo elegancki kolor, intensywny, nieco mroczny, po prosu piękny. Kojarzy się zdecydowanie z odcieniami wina, są tu zarówno tonu mocnej czerwieni, jak i ciemnego brązu. Nie zamierzam kryć, że kocham tę szminkę!


Szminki Lily Lolo nie wysuszają moich ust, pielęgnują je i odżywiają, zawierają tłoczony na zimno olej z nasion rącznika pospolitego, zwanym olejem rycynowym oraz wzmacniający delikatną skórę ust, olej jojoba, także dodatkowo spełniają funkcje nawilżające, wzbogacono je także o natłuszczający i wygładzający wosk pszczeli, wosk pozyskiwany z liści wilczomlecza, wosk z liści palmy kopernicji i kojącą lanolinę, które wygładzają oraz chronią usta, odnajdziemy tu także mikę, mineralny składnik, olej z nasion słonecznika, który zawiera witaminę E – witaminę młodości, ekstrakt z rozmarynu, czyli naturalny przeciwuleniacz oraz pigmenty koloru. 


Cała, przepiękna kolekcja szminek Lily Lolo, dostępna jest oczywiście na Costasy, wypatrujcie promocji i koniecznie zróbcie tam zakupy prezentowo-świąteczne, a sobie sprezentujcie koniecznie którąś z tych pięknych szminek! :)



poniedziałek, 11 grudnia 2017

Książkowy hit na koniec roku - Murder park. Park morderców - Jonas Winner - Nowość Wydawnictwa Initium!

Cały, niebawem już miniony 2017 rok, obfitował naprawdę w ogromną ilość wspaniałych nowości książkowych, na jego koniec w moje ręce trafiła genialna książka, która bezapelacyjnie trafiła na listę moich tegorocznych hitów. 


Premiera: 30 listopada 2017
Wydawnictwo: Initium
Tytuł oryginalny: Murder park
Tłumaczenie: Agnieszka Hofmann
Oprawa: miękka
Ilość stron: 480


Park morderców, zachwycił mnie wizualnie, trafiona w dziesiątkę, mroczna okładka z diabelskim młynem oraz znakami zodiaku, idealnie trafia w moje gusta i świetnie oddaje klimat, jaki towarzyszy fabule, bez problemu znajdziecie tę osobliwą pozycję na półkach w księgarni. Jako, że zbliżają się święta, książka będzie zatem idealnym prezentem dla miłośników ciemniejszych zakamarków literatury współczesnej.


Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale zdecydowanie nie ostatnie, Jonas Winner, jest niemieckim pisarzem, dziennikarzem, pisze też scenariusze, zamieszkuje obecnie w Berlinie, w Polsce znana jest już jego powieść, zatytułowana Cela, oscylująca pomiędzy thrillerem a sensacją, jestem przekonana, że i Park morderców, powtórzy jej sukces.


Powieść otwiera cytat jednego z moich ukochanych pisarzy wszech czasów – Edgara Allana Poe: Uśmiechnąłem się – jakież bowiem miałem powody do obaw? Świetnie wprowadzając nas w ciemny świat grozy i unikalnego klimatu, jaki odczuwamy czytając, bardzo szybko chłonąc karty całej powieści. Książka napisana jest językiem niesamowicie dynamicznym, wciąga i wchłania nas tak bardzo, że trudno oderwać się choć na chwilę. Całość świetnie wzbogacają wywiady-dialogi Sheldona z osobami, które reprezentując każdy znak zodiaku, znajdą się na wyspie, będącej centrum powieści. Jest to ciekawy i oryginalny zabieg literacki.


Zodiak Island, miejsce okryte złą sławą, to tu dwadzieścia lat temu, seryjny morderca, dokonał zbrodni, które do dziś pozostają niewyjaśnione, zginęły wówczas trzy kobiety. Park zostaje jednak ponownie otwarty, jego właściciel – Rupert Levin, postanawia stworzyć tu dochodową, makabryczną rozrywkę. Pośród nadszarpniętych zębem czasu karuzelach, zjawia się dwanaście, testujących osobowości, podróż rozpoczynamy tajemniczym wywiadem z pierwszą z nich Paulem Greenblattem, jak każdy z gości, skrywa on głęboko pochowane sekrety i nietypowe przeżycia: Wieszałem zdjęcia sprawców, miejsc zbrodni, ofiar, obok przyklejałem kopie protokołów, akt dotyczących śledztw i wycinki z gazet.
 

Dwanaście osób płynie promem prosto na wyspę, do Parku morderców, wśród nich jest między innymi rzeczniczka prasowa, reporter, dziennikarka, kamerzysta, pokojówka, dozorca, przedsiębiorca, ale także była policjantka, czy menedżerka parku, co ich łączy? Wszyscy oni zetknęli się z historią wyspy i mordercy z Zodiak Island, był nim Jeff Bohner, bezkompromisowy zbrodniarz, który staje się teraz osią dla ekscentrycznej rozrywki na wyspie pod nazwą „Twój weekend z zabójcą.”


Murder park. Park morderców, to niezwykle klimatyczny, mroczny thriller, pełen grozy najlepszej klasy, którą czuje się przez cały czas czytając powieść. Trafi ona bankowo w gusta nawet najbardziej wybrednych miłośników gatunku, do których i ja nie ukrywam należę, jest to także książka dla tych, którzy lubują się we współczesnej literaturze, czekając na niebanalne zwroty i ciekawe zabiegi, książka zaskakuje, wciąga i pozostaje w głowie na długo, nie będę zdradzać Wam zbyt wiele, to istny, książkowy ideał na zimowe wieczory, polecam z całego serca!
 

czwartek, 7 grudnia 2017

Genialny duet do oczyszczania cery z różowej serii łagodzącej Vianek - olejek do demakijażu oraz emulsja myjąca do twarzy :)

Duecik Vianka, od jakiegoś czasu stał się moim codziennym kompanem w oczyszczaniu twarzy, jesteście ciekawi, dlaczego tak spodobał się mojej cerze? :)


 Kosmetyki Vianek, którym jestem wierna od początku istnienia marki, mają zawsze ładne, naturalne składy, bazują na składnikach pochodzenia naturalnego oraz na ziołach z upraw ekologicznych, są to oczywiście kosmetyki nie testowane na zwierzętach.


Olejek do demakijażu Vianek, to mieszanka cudownych olejów, które razem, to oczyszczający i jednocześnie pielęgnujący skórę produkt. Mieści się on w bardzo poręcznej buteleczce (150 ml), wyposażonej w dozownik – praktyczną, zamykaną pompkę, co uważam jest świetnym, higienicznym rozwiązaniem w przypadku produktów tego typu i częstego, codziennego użytku. Buteleczka ozdobiona jest, jak zawsze pięknymi, zalipiańskimi zdobieniami. W skład olejku, wchodzą naturalne oleje: olej z pestek winogron, olej słonecznikowy, olej kokosowy oraz olej rycynowy, jest tu także ekstrakt z rumianku i olejek geraniowy, dający bardzo delikatnego, nieco kwiatowego zapaszku. Kosmetyk ładnie oczyszcza twarz z makijażu, łagodzi i koi, chroni także skórę i doskonale zmiękcza ją. Olejek sprawdzi się przy każdego typu cerze, nawet bardzo wrażliwej i delikatnej, jak go używam? Dwie pompki olejku, nakładam ciepłymi dłońmi na policzki, rzęsy, brwi, czoło, brodę, szyję, następnie zmywam makijaż płatkami. Jest bardzo wydajny, dla mnie doskonały.
 

Emulsja jest moim zdecydowanym hitem, jej bazą jest ekstrakt z żywokostu, olej kokosowy i olej z pestek winogron, są tu też łagodzący panthenol, czy alantoina, ale także olejek cytrynowy, moja cera mieszana w kierunku suchej, bardzo polubiła ten oryginalny kosmetyk, sprawdza się u mnie doskonale w oczyszczaniu zarówno twarzy, jak i szyi i dekoltu, przywraca skórze równowagę, oczyszcza ją i wygładza. Kosmetyk mieści się w takiej samej, jak olejek butelce (150 ml) z pompką. Stosuję ją po zmyciu makijażu olejkiem, pięknie wygładza i oczyszcza cerę, jest mega delikatna, nakładam ją cieniutką warstwą na nieco wilgotną skórę i masuję mokrymi dłońmi, zmywam letnią wodą. Jest świetna i na pewno będę do niej wracać. A Wy znacie serię różową Vianka? Jaki kosmetyk przypadł Wam do gustu? :)



wtorek, 5 grudnia 2017

Dlaczego zażywam Ostropest plamisty? Właściwości ostropestu i jego wpływ na nasze zdrowie – Oleofarm Ostropest plamisty

Na pewno znacie tę cudowną roślinkę, którą zwą „okazały oset” - Ostropest plamisty, bo o nim dziś u mnie, wykorzystywany jest zarówno jako zioło lecznicze, jadalne, ale także szeroko stosuje się go w kosmetyce.


Ostropest plamisty, doceniany jest od zarania dziejów, przede wszystkim ze względu na jego cenne nasiona, które zawierają sylimarynę działającą przeciwzapalnie, ochronnie i detoksykacyjnie dla naszej wątroby, która dzięki niej, odbudowuje się i regeneruje, ostropest wpływa tez korzystnie na trawienie, poza tym stabilizuje poziom cukru we krwi. Ostropest, to też przeciwutleniacze, zatem lepszy stan cery i działanie antynowotworowe. Ostropest Oleofarm, który obecnie przyjmuję, to wygodne, białe kapsułki, w opakowaniu mamy ich aż 60 sztuk (trzy listki po 20 kapsułek), zatem przy stosowaniu jednej kapsułki dziennie, mamy go na dwa miesiące. 


Jedna kapsułka, zawiera 68 mg ekstraktu z nasion ostropestu plamistego, w tym 34 mg czystej sylimaryny. Ostropest łykam przed jedzeniem, wiedząc, że moja wątroba na pewno jest z tego faktu zadowolona. Na co dzień narażona na przeróżne leki, stresy, nie zawsze do końca zdrowe jedzenie, bo każdy z nas przecież troszkę kulinarnie grzeszy, cieszy się, gdy w naszej diecie zawita Ostropest plamisty. Znacie go? Jakie, zdrowe suplementy polecacie na okres zimowy? :)



sobota, 2 grudnia 2017

Hipoalergiczny, nawilżająco-łagodzący krem do twarzy Biały Jeleń do skóry wrażliwej bez alergenów :)

Oto kolejny, ciekawy kosmetyk, polskiej, kultowej marki Biały Jeleń - Hipoalergiczny krem do twarzy z linii łagodzącej!


Biały Jeleń nie zawodzi mnie od początków stosowania przeze mnie jakichkolwiek kosmetyków, to marka zdecydowanie kultowa w naszym kraju, każdy produkt spod jej skrzydeł, sprawdza się u mnie doskonale, tak też jest w przypadku dzisiejszego, kremowego bohatera. Kremik nie zawiera alergenów zapachowych, parabenów, silikonów i barwników, jest także hipoalergiczny i przebadany w kierunku atopii, zatem sprawdzi się nie tylko przy cerze takiej, jak moja (mieszanej w kierunku suchej), ale także wrażliwej, alergicznej.


Krem do twarzy Biały Jeleń, otrzymujemy w poręcznej, dobrze zabezpieczonej przed otwarciem, białej tubce, zawierającej aż 100 ml kosmetyku, zatem posłuży nam bardzo długo, dozowanie jest higieniczne i precyzyjne, mamy także pewność, iż kosmetyk zużyjemy do ostatniej kropli. Dodatkowo tubkę umieszczono w tradycyjnym dla marki, białym kartoniku, na którym widnieje skład kremu oraz inne cenne informacje. Krem przeznaczony jest do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc, jest lekki i ładnie się wchłania, zawiera nawilżająco-zmiękczajacy olej ze słodkich migdałów, łagodzący panthenol,  ciekawym składnikiem, jest imperata cylindrica root extract, czyli ekstrakt z korzenia trawy azjatyckiej, czyli imperata cylindryczna. Krem działa przede wszystkim nawilżająco i łagodząco, moja skóra po jego aplikacji, jest nawilżona i gładka, stosuję go codziennie wedle potrzeb, jest świetny pod makijaż i bardzo uniwersalny. Znacie ten krem? Jakie kremy na okres zimowy polecacie? :)


czwartek, 30 listopada 2017

Mydełko w kostce z serii Organic-natura oraz żel do mycia twarzy i ciała Moja skóra Biały Jeleń – Duet do codziennej pielęgnacji!

Dziś u mnie duecik do codziennej pielęgnacji Białego Jelenia w postaci mydełka w kostce z serii Organic-natura oraz żelu do mycia twarzy i ciała z linii Moja skóra!


Bardzo lubię mydła w kostkach, goszczą one na co dzień w mojej łazience, mydełko Białego Jelenia z serii Organic-natura, świetnie sprawdziło się u mnie w pielęgnacji ciała podczas kąpieli. Wygląda uroczo, kostka (170 g) świetnie prezentuje się w łazience, opakowana jest w szary papierek, z którego zasięgniemy informacji o składzie i właściwościach kosmetyku. 


Mydło zawiera wygładzający i nawilżający olej migdałowy i regenerująco-ochronny olej z ostropestu, oczyszcza zatem skórę, działając też antybakteryjnie. Pięknie pachnie, jest to świeży, higieniczny zapach podobny do woni maski do twarzy z tejże serii, którą poznałam już wcześniej. Mydlana, brązowa kosteczka genialnie oczyszcza, pielęgnuje, a zarazem nawilża i odżywia, przy czym nie wysusza mojej skóry, nawet przy codziennym stosowaniu, także z powodzeniem może być stosowana przy skórach skłonnych do podrażnień.
 

Kąpielowym, jesiennym ulubieńcem, okazał się u mnie ostatnio żel do mycia twarzy i ciała z serii Moja skóra, jest on co prawda przeznaczony do cery trądzikowej, lecz jest na tyle delikatny, że przy mojej mieszanej (a na twarzy w kierunku suchej) skórze, sprawdził się bardzo dobrze. Żel mieszka w smukłej, poręcznej butelce (265 ml) z nakrętką typu press, praktyczną i ułatwiająca codzienne użycie żelu i jego dozowanie. Na białym opakowaniu odnajdziemy informacje na temat kosmetyku i oczywiście skład. Nie znajdziemy tu alergenów zapachowych i slsów, gości zaś ekstrakt z ogórka. Żel działa odświeżająco i tonizująco, ale również pielęgnuje, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych. Co ważne, żel nie wysusza mojej skóry, pięknie pieni się kremową pianą, ma gęstą, treściwą konsystencję, jest też wydajny. 


Żel będzie dobry nie tylko dla wskazanej dla cery trądzikowej, ale tez mieszanej, jak moja, a także delikatnej, czy skłonnej do alergii. Ja używam go głównie do ciała, zaś świetnie oczyszcza także skórę twarzy, po demakijażu. Jest to kolejny, świetny żel Białego Jelenia, jaki na pewno powróci do mojej łazienki, znacie go? :)


poniedziałek, 27 listopada 2017

Trufla. Same dobre rzeczy - Patrycja Dolecka – Smakowita i przepięknie wydana, książkowa nowość Wydawnictwa Buchmann

Dziś u mnie szczególna, książkowa nowość, spod znaku literatury kulinarnej. Trufla. Same dobre rzeczy, autorstwa Patrycji Doleckiej, skradła całkowicie moje serce i szybko zawojowała nad eksperymentami w kuchni, jednocześnie przypominając mi ukochane smaki z dzieciństwa.


Premiera: 8 listopada 2017
Trufla. Same dobre rzeczy - Patrycja Dolecka
Wydawnictwo: Buchmann
Oprawa: okładka twarda
Ilość stron: 320
 

Książka Trufla. Same dobre rzeczy, jest tak przecudownie wydana przez Wydawnictwo Buchmann, że trudno mi będzie to opisać, zdecydowanie króluje wizualnie na mojej półce z książkami kulinarnymi. Twarda oprawa, miły w dotyku i zarazem solidny papier, spowodują, iż będzie mi służyła latami, przepięknej urody fotografie, to jeden z ważniejszych atutów książki, zdecydowanie trafiające w mój gust zdjęcia, pełne magicznego klimatu, jakie oddają wykonane dania, zwrócenie uwagi na detale, kolory i prawdziwość naszego jedzenia, które staje się nieodłącznym elementem życia każdego z nas. Jestem przekonana, ze będzie ona pięknym podarunkiem dla każdego na zbliżające się mikołajkowo-gwiazdorkowe prezenty, także szukajcie jej koniecznie w Empikach i innych, dobrych księgarniach.


Patrycja Dolecka, to blogerka, która już od dziesięciu lat, serwuje nam na swym blogu Trufla, przepisy, pełne pasji i prawdziwej miłości do jedzenia, Trufla. Same dobre rzeczy, to pierwsza książka Patrycji, mam jednak nadzieję, że powstaną kolejne! W książce znajdziemy przepisy, które na blogu nie pojawiły się, zatem tym bardziej warto po nią sięgnąć. Mnie cieszy fakt, iż duża ilość przepisów w książce, to dania wegetariańskie, które wszystkie, co do jednego bankowo wypróbuję, choć nie zabrakło także dań, dla osób na diecie tradycyjnej, które prócz tradycyjnych wskazówek wokół kuchni polskiej, znajdą tu nowe, interesujące, rozwiązania, by wzbogacić i rozszerzyć kulinarne horyzonty.


Truflową, smakowitą podróż, rozpoczynamy oczywiście od zdrowego śniadania, a tu czekają na nas między innymi: pyszna owsianka, granola, boskie placuszki bananowe, tradycyjne naleśniki, czy omlet gryczano-owsiany. Dzięki książce, przypomniałam sobie twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką, który zawsze robiła mi moja babcia. Patrycja, proponuje także ciekawe pasty rybne z tuńczyka, czy makreli. Ważne dla mnie są przepisy na wegetariańskie pasty na chlebek i nie jest to tylko humus, ale także pasztet sojowy, czy soczewicowy. 


Następnie wkraczamy w świat dań obiadowych i kolacje, tu także zachwyca mnogość ciekawych, tradycyjnych, ale też nowatorskich przepisów, które od razu ma się ochotę wypróbować w swojej kuchni. Krupniki, kartoflanki, zalewajka a na dokładkę tajski ekspres! Nie zabrakło tez makaronów, sosów, czy surówek. Musicie poznać te proste w wykonaniu, magiczne przepisy, które napisane prostym i przystępnym językiem, skuszą do działań, każdego chyba smakosza. W najbliższych planach mam wykonanie smażonego ryżu z kalafiora. 


 Trufla. Same dobre rzeczy, to także pyszne desery, koktajle, napoje i przetwory. Tu skuszą nas maliny pod tiramisu, szarlotka, czy oczywiście trufle! Książka całkowicie i nieustannie zachwyca mnie, za każdym razem, gdy biorę ją w dłonie, mam ochotę znów skierować swe kroki w stronę mojej kuchni i wypróbować smaki, które wywołują wspomnienia, sprawiają tyle przyjemności, a zarazem otwierają umysł na nowe, smakowe doznania!